poniedziałek, 2 maja 2016
Hej! :)
przepraszam, że nie wstawiłam nic wczoraj ale nie miałam internetu. Dlatego dzisiaj chciałam wam opowiedzieć o książce pt." 7 razy dziś". Jej autorką jest młoda pisarka, która ukończyła filozofie i literaturę na uniwersytecie w Chicago - Lauren Oliver. Książka ta opowiada dziewczynie Sam Kingston, która jak się może wydawać ma idealne życie:
- jest popularna
- ma przystojnego chłopaka
- swoją paczkę przyjaciół
Powieść opowiada o dniu 12 lutego czyli dniu kupidyna. Sam cały czas myśli ,że jest ponad wszystkich ludzi. Stanowi ona w swojej szkole elite. Tego samego dnia wieczorem wybiera się na na imprezę ze swoimi trzema przyjaciółkami: Lindsay, Elody i Ally. Podczas powrotu z niej Lindsay prowadzi samochód, aby nie potrącić osoby , która wybiegła na drogę skręca ona w bok i uderza w drzewo. Następnego dnia Sam budzi się w swoim pokoju ale nie wie jak tam trafiła ostatnie co pamięta to uderzenie samochodu i ciemność. Okazuje się , że znów jest 12 lutego. Sam siedem razy przeżywa ten sam dzień. Jakie wnioski z nich wyniesie? Kto jest osobą, która wyskoczyła przed auto? Dlaczego chciała się zabić? Czy życie Sam Kingston jest tak idealne jak jej się wydaje? Odpowiedzi na te wszystkie pytania znajdziecie czytając opowiadanie "7 razy dziś". W komentarzach napiszcie co sądzicie o tej książce i jakie są wasze wrażenia po jej przeczytaniu.
Możecie zadawać nam pytania na priv oraz podawać tematy do opisania.
Mój facebook: Zuzia Fisiak
To jest zdjęcie autorki "7 razy dziś" :
niedziela, 1 maja 2016
Hej :)
Wiele osób zadaje mi wciąż to samo pytanie...
(Ponieważ mieszkam za granicą) A pytanie brzmi 'Czy dalej utrzymujesz kontakt ze znajomymi, przyjaciółmi z Polski?'
Zawsze otrzymują tę samą odpowiedź. To zależy z jakimi. Okazało się, że większość osób po moim wyjeździe postanowiło mnie totalnie olać. I nieważne czy się przyjaźniliśmy czy spotykaliśmy się sporadycznie a większość naszej 'relacji' budowaliśmy przez internet. I te i te osoby od tak o mnie zapomniały. Postanowili mnie totalnie olewać. Ba! Nawet jeśli sama do nich pisałam nie raczyły mi nawet odpisać. A co najgorsze... Gdy do mnie napisali to ich wiadomość brzmiała ' Hej. Polajkujesz mi profilowe?' To nie dosyć, że było żałosne to jeszcze mnie bolało. Bo mnie naprawdę zależało.
Nawet parę osób, z którymi się ''przyjaźniłam'' w ogóle się mną nie interesowało i chodź ja starałam się utrzymywać kontakt to w końcu doszłam do tego, że nie warto :)
Tutaj w Niemczech znalazłam naprawdę fajnych znajomych. Wiem, że budowanie silnej więzi jeszcze trochę Nam zajmie ale wiem, że będzie warto bo to są osoby, które dbają o naszą relację. Po mimo wszystko cieszę się z wyjazdu za granicę bo on wiele mi dał, szczęście, dobrych znajomych, szacunek i wiele innych rzeczy, których w ojczystym kraju nigdy nie miałam zbytniej okazji doświadczyć.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
